Rozrywki podbocheńskich rycerzy

Ocena użytkowników:  / 4
SłabyŚwietny 

uczta rycerskaRycerskie zajęcia to nie tylko wojna i walka.  W czasach pokoju rycerz większość czasu poświęcał na prowadzenie swojego gospodarstwa i zarządzanie posiadanym majątkiem. Piastujący urzędy dużo czasu przeznaczali na służbę publiczną i kontakty z dworem królewskim lub książęcym. Zimą, gdy nie organizowano wypraw wojennych ani turniejów, rycerz miał najwięcej wolnego czasu i wypełniał go różnymi rozrywkami. Jedną z najważniejszych były… uroczyste posiłki, czyli uczty. Podczas nich rycerze mogli zaspokoić głód, spędzić czas na rozmowach, słuchaniu pieśni, legend i opowieści z dalekich stron.

 

Uczty odbywały się w największym pomieszczeniu na zamku lub w tzw. "sali białej" rycerskiego gródka lub dworu. Przy stole siadano na drewnianych ławach wyłożonych poduszkami. Stół był długi, drewniany, przykryty obrusami. Jedzono dużo i tłusto, mocno zakrapiając posiłki winem, piwem i miodem. Chętnie spożywano dziczyznę upolowaną wcześniej na polowaniu.

Leśne potrzeby, czyli małe i wielkie polowania

polowanie z sokołem. Miniatura z Kodeksu ManesseJedną z ulubionych rozrywek rycerzy, były polowania. Spełniały one wiele funkcji – ekonomiczną, ludyczną, prestiżową. Umożliwiały popisanie się męstwem i siłą fizyczną. Traktowano je wręcz jak substytut wojny.Poza sławą myślistwo przynosiło wielorakie, bardziej wymierne korzyści, czyli mięso, skóry i futra.  Przez całe średniowiecze cieszyły się one wielkim popytem, więc rycerstwo z zyskiem je sprzedawało. Zwracam w tym miejscu uwagę na wieś Sobolów, której nazwa wywodzi się od soboli, które słynęły z cennych futerek i na które z tak wielkim zapałem polowano, że na początku XVII w. całkowicie je w Polsce wybito.

Ubogi rycerz polował samotnie lub z nielicznym orszakiem. Szczególnie chętnie polowano z sokołem naśladując w ten sposób dwór królewski i możnowładców. Pierwszą wiadomość o takich łowach na ziemi bocheńskiej mamy z 1248 r., kiedy to Rynard z Krzyżanowic w dniu św. Michała (29 IX), kiedy uroczyście dzwoniono na mszę w kościele, zabrał psa i sokoła i poszedł na polowanie. Po powrocie ciężko zachorował na ból głowy i oczu i leżał przez 2 tygodnie nic nie widząc. Za radą brata i siostry polecił się św. Stanisławowi i poszedł, postępując za siostrą, która go prowadziła. Po przybyciu do grobu tegoż świętego został uzdrowiony. Widać w tej informacji potępienie faktu, że Rynard wybrał się na polowanie w święto zamiast iść do kościoła, za co spotkała go kara w postaci choroby oczu.

Współczesny sokolnik na zamku w LubowliSwoje sokoły do polowań posiadali też m.in. Klemens z Łapanowa (1407) oraz rodzina Kmitów z Wiśnicza. Ci ostatni na swoim dworze utrzymywali w 1443 r. specjalnego urzędnika – sokolnika Sędka, a więc prawdopodobnie posiadali własną hodowlę tych ptaków. Co prawda ptaki drapieżne, jakich używano do polowań (orły, różne gatunki sokołów, a zwłaszcza białozory) były bardzo drogie i wymagały odpowiedniej i kosztownej opieki, ale czasem wystarczyło wybrać pisklę jastrzębia z gniazda i przyuczyć je do polowań z człowiekiem. Dlatego mniej zamożni na łowy pod pierzem wyruszali z udomowionymi kobuzami, pustułkami czy krogulcami. Nic więc dziwnego, że rycerstwo dbało o stan tych ptaków w swoich lasach i ich zabór traktowało jako przestępstwo. Świadczy o tym ciekawa wzmianka z 1427 r., gdy to Czcibor z Kępanowa koło Łapanowa skarżył w sądzie, Spytka z Grabia o zabranie w jego lesie 2 krogulców i wycięcie różnych drzew.

Organizowanie wielkich polowań z udziałem rycerstwa było domeną królów, którzy też byli zapalonymi myśliwymi. Do takich na pewno trzeba zaliczyć Kazimierza Wielkiego, Władysława Jagiełłę czy Kazimierza Jagiellończyka.  Polowali oni chętnie w Puszczy Niepołomickiej. Za ich organizację odpowiadał urzędnik nadworny – łowczy, którego zdaniem była nie tylko organizacja łowów, ale też nadzór nad służbą myśliwską oraz ochrona królewskich lasów przed kłusownikami. W latach 1370 – 1389 funkcję tą pełnił Zbigniew z Łapanowa h. Drużyna. W takich królewskich polowaniach z nagonką i psami uczestniczył też Piotr I Kmita, bliski współpracownik królowej Jadwigi i Jagiełły. 

Rozrywki umysłowe

szklany pionek do gry z Wieruszyc. Zbiory Muzeum im. St. Fischera w BochniOprócz rozrywek czysto sprawnościowych, rycerstwu nieobce były gry i zabawy umysłowe. Największą popularnością cieszyły się gry w kości i szachy. Ponieważ większość gier średniowiecznych szybko przekształciła się w hazard, w którym rycerze przegrywali duże sumy a nawet dobra ziemskie, to zarówno duchowni jak i władcy ostro takie gry krytykowali. Szczególnie mocno potępiano grę w kości, o czym czytamy m.in. w Statutach wiślickich wydanych przez Kazimierza Wielkiego. Polski monarcha wprowadził szereg zakazów, z troski o armię, gdyż zubożały rycerz nie był w stanie wyruszyć na wojnę z licznym pocztem i dobrym wyposażeniem.  Wśród stanu rycerskiego popularne były szachy, które na ziemiach polskich pojawiły się w XII w., a rozpowszechniły się wśród możnowładztwa, rycerstwa i miejskiego patrycjatu w wieku XIII – XIV. O popularności tej gry wśród polskiego rycerstwa świadczą również niektóre herby zawierające szachowane pole tarczowe. Co prawda nie mamy żadnych wzmianek o szachach czy popularnych także warcabach w inwentarzach podbocheńskich rodzin rycerskich, ale o tradycji gier umysłowych w dworach rycerskich i szlacheckich świadczy fakt, że w trakcie prowadzonych badań archeologicznych dworu w Wieruszycach znaleziono interesujący szklany pionek do gry, który ogólnie datowany jest na XVI w.

Jak kasztelan Kmita z rycerzem Tomaszkiem walczył…

pojedynek rycerski na mieczeW czasach pokoju część rycerzy chętnie uczestniczyło w turniejach rycerskich, od XIII w. organizowanych również przez książąt i królów polskich. Niestety nie mamy żadnych wzmianek źródłowych o udziale podbocheńskiego rycerstwa w tej formie zmagań. Spowodowane to było zapewne tym, że udział w turnieju wymagał kosztownego, specjalnego rynsztunku bojowego, na które stać było tylko zamożnych feudałów. Trzeba było też często przebywać na dworze królewskim, gdyż to właśnie monarcha zazwyczaj organizował turniej.  Z takiej możliwości skorzystał Piotr Kmita z Wiśnicza, ówczesny kasztelan sandomierski, bardzo często goszczący w otoczeniu Jagiełły i jego żony Jadwigi. To właśnie dla młodej królowej, wychowanej zresztą w rycerskiej kulturze dworu w Budzie, Piotr wziął udział w specjalnie przygotowanym pojedynku rycerskim na zamku w Nowym Mieście Korczynie. 5 maja 1390 r. jego przeciwnikiem był niejaki rycerz Tomaszek, a walka (zapewne pojedynek pieszy na miecze) odbyła się na oczach królowej i licznie zgromadzonych dostojników i dworzan. Kto z tego pojedynku wyszedł zwycięsko – nie wiadomo, ale przypuszczać możemy, że był to właśnie nasz rycerz, który zresztą w późniejszych latach cieszył się zaufaniem królewskiej pary i piął się po kolejnych szczeblach kariery urzędniczej, aż przed śmiercią w 1409 r. osiągnął najwyższy urząd w państwie – kasztelana krakowskiego.

 

Komentarze

  • Brak komentarzy

Skomentuj

Gość
poniedziałek, wrzesień 22, 2014
0 znaki/ów
warunki użytkowania.

Kalendarium bocheńskie

środa, 22, wrzesień 1909

Zmarł w Bochni i został pochowany na tutejszym cmentarzu Alojzy Sas-Lityńśki, urzędnik, uczestnik Wiosny Ludów 1848 r. 

Polecany artykuł

IMAGE
Chłopak z rusznicą. Wspomnienia wojenne Andrzeja Tabora z Leksandrowej
sobota, 25, sierpień 2012
Nic tak nie oddaje atmosfery i grozy pierwszych dni wojny, jak autentyczna relacja jej uczestnika. Wspomnienia wojenne st. strzelca Andrzeja Tabora z Leksandrowej, opublikowane w internecie na forum portalu Odkrywca, pokazują szlak bojowy chłopaka spod bocheńskiej wsi,... Read More...
Realtime website traffic tracker, online visitor stats and hit counter