0
0
0
s2sdefault

Kiedy 28 czerwca 1914 r. w dalekim Sarajewie dokonano zamach na austriackiego następcę tronu arcyksięcia Ferdynanda, nikt jeszcze nie przypuszczał, że wydarzenie to odciśnie wkrótce swoje piętno również na terenach Bocheńszczyzny. Minęło jednak kilka tygodni i działania zbrojne I wojny światowej o niespotykanej dotąd zaciekłości rozpoczęły się na froncie zachodnim (Francja, Belgia, Niemcy), południowym (Bałkany) i wschodnim(Galicja). W sierpniu i wrześniu 1914 r. w okolicach Bochni było jeszcze spokojnie, ale widmo wojny było i tu zauważalne.

Nadciąga burza

Rynek w Bochni na pocztówce z ok. 1908 r.W Bochni organizowano wojskowe kuchnie i lazarety, batalion ochotników poszedł do I Brygady Legionów Polskich dowodzonych przez Józefa Piłsudskiego, a Rada Miasta wyasygnowała 20000 koron na Polski Skarb Wojskowy.

Lęk i niepewność jutra zapanowały również we wsiach powiatu bocheńskiego. Podawano z ust do ust przesadzone wieści o wojnie, która wszystkich ludzi zmiecie ze świata, tak, że jeden będzie szukał śladów drugiego, a gdy je znajdzie to je będzie całował z radości - tak było pisane w książkach. Rozpoczął się pobór do armii austriackiej. Jak pisze prof. Czesław Blajda, autor monografii swojej rodzinnej wsi Rozdziela, 

ludzie gotowali się jak na Sąd Ostateczny. Wójt Walenty Zięba objeżdżał wieś na koniu i wzywał chłopów na gromadę okrzykiem "Wojna, wojna". Na rozkaz zebrali się wszyscy chłopi na gromadę w ciągu 24 godzin. Musieli iść chłopi na wojnę, to też wkrótce nastąpiło pożegnanie z babami, koło karczmy w Murowańcu, Baby nie chciały puścić swoich chłopów, lecz nic nie pomogły te babskie lamenty i chłopi odjechali furami do Bochni. Późną jesienią ukazały się pierwsze patrole kozackie, lecz szybko się cofnęły

Ludzie z lękiem oczekiwali swoich dalszych losów. Każdy, gdzie mógł ukrywał swój dobytek, obawiając się, że "Moskale" wszystko zabiorą i zniszczą. Zamożniejsi, zwłaszcza kupcy żydowscy i urzędnicy administracji państwowej, uciekali możliwie daleko od linii zbliżającego się frontu.

Rosyjski "walec parowy"

W pierwszych miesiącach wojny dowództwo rosyjskie zamierzało poprzez tereny południowej Małopolski rozwinąć zasadniczą ofensywę w kierunku Śląska, Moraw, a dalej w stronę serca monarchii austriackiej - Wiednia. Rosyjski "walec parowy" - jak propaganda nazwała ofensywę rosyjską - zdobył Lwów, obległ potężną twierdzę przemyską i przekroczywszy Dunajec zmierzał w kierunku Krakowa. W ciężkich walkach, trwających od 16 do 25 listopada, zaatakowana ze skrzydła 9 Armia rosyjska nie została, co prawda rozbita, ale powstrzymano jej ruch na zachód. Groźba utraty śląskiego okręgu przemysłowego była na razie oddalona.

Tymczasem jednak inne jednostki rosyjskie zepchnęły pozostawiony pod Bochnią słaby, dwudywizyjny zaledwie austriacki korpus gen. Lubiczicza. Do końca listopada ich czołowe oddziały osiągnęły linię Wieliczka - Dobczyce. 26 listopada wycofujące się wojska austriackie przeszły przez Bochnię, a w ślad za nimi wkroczyły do miasta oddziały rosyjskie.Będący u szczytu swych powodzeń Rosjanie, ze śpiewem maszerowali na zachód, a strwożoną ludność uspokajali słowami "Wyście nasi, a my wasi". Obiecywali sobie, że śniadanie zjedzą w Krakowie, obiadować będą we Wiedniu, a wieczerzać w Berlinie. Żołnierze rosyjscy wkraczając do miasta strzelali na oślep, na wiwat, okazując w ten sposób radość z kolejnego sukcesu. Szybko też rozpoczęli regularny rabunek miasta, kierując swoje pierwsze kroki ku zamkniętym sklepom i magazynom towarów.

 Moskale w Bochni

Generał Radko Dmitriew. Źródło: WikipediaW południe przyjechał do Bochni automobilem gen. Radko Dimitriew, Bułgar w służbie carskiej, którego powitała deputacja miejska na czele z burmistrzem Ferdynandem Maissem i proboszczem ks. Wilczkiewiczem prosząc o opiekę nad miastem. Generał obiecał zapobiec grabieniu miasta, ale sam następnego dnia wyjechał zostawiając w Bochni 2 lub 3 korpusy wojska. Obietnice te na nic się zdały. Przez cały okres pobytu Rosjan w Bochni, żołnierze dopuszczali się licznych prób rabunku, dobijali się do domów, grożąc śmiercią, żądali wódki i pieniędzy. W ciągu kilku dni Bochnia została kompletnie objedzona. Szczególnych łupiestw dopuszczali się kozacy na Wójtostwie, być może powiadomieni, że teren ten zamieszkały był przez kolonistów austriackich. Rabunki i zachowanie Moskali szczegółowo opisała w swoich pamiętnikach Jadwiga Wanda Urbankowa, która była naocznym świadkiem tych wydarzeń. . 

Rosjanie plądrują miasto w Galicji. Jesień 1914 - mal. Paul Halke. Źródło: www.wielkawojna.az.pl27 listopada 1914 r. na rynku bocheńskim odprawiona została uroczysta msza prawosławna, zapewne w rocznicę urodzin carowej. Dla Moskali była to okazja to manifestacji patriotycznej, która miała umacniać ich morale przed dalszymi walkami. A że te szybko się zbliżały, świadczył zwiad lotniczy austriackich aeroplanów, które nadleciały nad Bochnię 30 listopada, oraz kolejne rosyjskie dywizje maszerujące ul. Oracką na zachód, w stronę Krakowa.

Pod koniec listopada cały powiat bocheński znalazł się pod rosyjską okupacją, która trwała w zasadzie do połowy grudnia 1914 r. Sukcesy armii rosyjskiej okupione były jednak ogromnymi stratami ludzkimi i materialnymi. Na niekorzyść Rosjan przemawiało także bardzo mocno rozciągnięte linie zaopatrzeniowe oraz zmęczenie żołnierzy. Dodatkowo Austriacy wzmocnieni zostali 47 pruską dywizją piechoty, przerzuconą z frontu zachodniego.

W pierwszych dniach grudnia 1914 r., z myślą o likwidacji zagrożenia Krakowa, dowództwo austro-węgierskie zorganizowało uderzenie z rejonu Mszany Dolnej i Dobrej na Łapanów - Bochnię, skierowane w lukę pomiędzy nacierającą wzdłuż Wisły na zachód rosyjską 3 Armią Radko-Dmitriewa a próbującą sforsować Karpaty na południe od Gorlic i Nowego Sącza 8 Armią gen. Brusiłowa, jednego z najwybitniejszych dowódców rosyjskich tej wojny. Dzięki dogodnym połączeniom komunikacyjnym sprawnie przetransportowano koleją na południe cztery dywizje uwolnione po zakończeniu bitwy pod Krakowem. Tak zaczęła się operacja łapanowsko-limanowska, która miała odmienić losy wojny na naszych terenach.

Walka Rosjan z piechotą Honwedów w Beskidachgrudniu 1914 r., tereny dzisiejszego powiatu bocheńskiego była widownią zażartych bojów między armią rosyjską a wojskami państw centralnych (Austro-Węgier i Niemiec). Walki były niezwykle zacięte i krwawe, a na dodatek prowadzone w trudnych górskich i zimowych warunkach. O żołnierskim męstwie i trudach boju opowiadają nam dziś niemi świadkowie historii: okopy, rowy obronne, a nade wszystko cmentarze wojenne ukryte w górskich bezdrożach Pogórza Wiśnickiego i Beskidu Wyspowego. Ten fragment działań I wojny światowej na obszarze pomiędzy Rabą a Dunajcem zyskał w historiografii miano operacji łapanowsko-limanowskiej.


 Operacja łapanowsko-limanowska

Za początek tej operacji uważa się dzień 2 grudnia 1914 r., kiedy to oddziały austro-węgierskie zaatakowały wzdłuż doliny Łososiny Limanową, natomiast na lewym skrzydle niemiecka 47. Dywizja Piechoty podjęła natarcie w kierunku Łapanowa, Zbydniowa i Żegociny. mapka operacji łapanowsko-limanowskiejBezpośrednią komendę nad grupą uderzeniową objął generał dywizji, Joseph Roth. Centralny odcinek walk, to rejon Leszczyny, Muchówki, Żegociny, Rajbrotu i Lipnicy Murowanej. Jak zapisał w kronice parafialnej Żegociny ks. proboszcz Andrzej Pawicki

Walki na tej linii trwały przez 14 dni. Prusacy dążyli do wyparcia Moskali z lepszych pozycyj, przyczem wielu ich ginęło a mnóstwo odnosiło rany. Celem wypędzenia Moskali z Leszczyny strzelali Prusacy płonącymi pociskami i spalili całą wieś, ale dopiero walka na bagnety i przełamanie pozycji rosyjskich w Rajbrocie zmusiły ich do dalszego odwrotu. Przez cały czas walk był szpital w Kościele i na plebanji w Żegocinie, a nabożeństwa odprawiało się w kaplicy na cmentarzu, a potem w zakrystji.

Szczególnie krwawe walki toczyły się o górujące nad Rajbrotem wzniesieniem Kobyły (631 m n.p.m.) Wzgórze to było zaciekle bronione przez14. rosyjską DP z VIII korpusu gen. Brusiłowa i aż sześć razy przechodziło z rąk do rąk. 8 grudnia wieczorem opanowali je Rosjanie, ale wyczerpani walką byli zbyt słabi by je utrzymać i następnego dnia wycofali się, przed węgierskimi huzarami. Pamiątką po tych krwawych zmaganiach są cmentarze wojenne nr 300 i 303, na których pochowano łącznie 654 żołnierzy obu armii.

Bitwa o Żarnówkę

walki o ŻarnówkęAle i inne wzgórza jak: Widoma, Łopusze, Żarnówka, Górczyna oraz wszystkie okoliczne wsie były miejscem niezwykle zaciekłych walk o przysłowiową "każdą piędź ziemi".  Inny naoczny świadek tych wydarzeń, Marcin Krawczyk z Łąkty Górnej, wspomina krwawe walki o wzgórze Żarnówka (449 m.n.p.m) jakie miały miejsce 4 grudnia:

Straszny widok przedstawiał się ze wzgórza Żarnówka: działą grzmiały jak gradowe pioruny: "gwery i maszingwery" zdawało się, iż szumią, gdyż pojedynczych strzałów nie można było rozróżnić , kurzawa była tak wielka, że ciężko było ujrzeć w niej ogień palących się domostw, których kilka spłonęło. Po kilku godzinach Rosjan wyparła kawaleria węgierska przy silnym oporze w rejonie kościoła i Żarnówki, gdzie na pomoc przyszły wojska pruskie. Po skończonej walce około 4 po południu Żegocina została oczyszczona z Rosjan, a Żarnówkę zajęli Prusacy. Pobojowisko w rejonie Żegociny, przedstawiało okropny widok, pola pokryte zabitymi Prusakami, Rosjanami, Austriakami. Obok mnóstwo broni i materiałów zrabowanych poprzez Rosjan i ukrytych w okopach".

Wojska nie mogąc sobie poradzić z chowaniem zabitych, zmusiły do tego chłopów pod kierownictwem wójta Szymona Piecha.

Legioniści Piłsudskiego na ziemi bocheńskiej

tablica upamiętniająca pobyt Piłsudskiego w Lipnicy MurowanejW walkach o Żarnówkę od strony południowej brał udział I pułk piechoty Legionów Polskich. Po przenocowaniu w Bełdnie legioniści udali się przez Limanową do Marcinkowic gdzie dołączyli do reszty oddziału i walczyli w krwawej bitwie. Powrócili w te okolice we święta Bożego Narodzenia, aby odpocząć po bitwie pod Łowczówkiem. Ulokowali się na kwaterach w Lipnicy Murowanej, Lipnicy Górnej i Rajbrocie. Sztab znajdował się w domu oznaczonym numerem 6 przy lipnickim rynku. Do szkoły w Rajbrocie przybył w sylwestrowy wieczór z pobliskiej Lipnicy brygadier, Piłsudski, który poprosił o wygłoszenie noworocznego toastu swojego ulubieńca - znanego z fantazji i dzielności ułana Bolesława Wieniawę-Długoszowskiego. Wieniawa, któremu już "kurzyło się ze łba regulaminowo", życzył Piłsudskiemu by jako naczelnik "zespolił i dał naszej Ojczyźnie nad wszystkimi wrogami ostateczne zwycięstwo". Po latach, gdy Piłsudski został Naczelnikiem Państwa, koledzy ochrzcili Wieniawę mianem Wernyhory z Rajbrotu.

W dolinie Stradomki i na Patrii

działania zbrojne w rejonie Sobolowa 8 grudnia 1914 rTrzeci, zachodni odcinek ofensywy leżał w rejonie Sobolowa i doliny Stradomki. 7 grudnia Rosjanie zajęli silne pozycje obronne na wschód od ujścia Stradomki do Raby. Obsadzili zalesione wzgórza w Gierczycach, Sobolowie i Zoni. Nazajutrz o świcie, wojska 3 Dywizji Piechoty, po uciążliwym nocnym marszu po oblodzonych drogach, uderzyły na Sobolów. Do wsi wtargnął pułk Arcyksięcia Reinera, odnosząc zdecydowany sukces. Strzelcy cesarscy z pułków tyrolskich (z charakterystycznym orlim piórem przy kapeluszach) obsadzili również Zonię i Wolę Nieszkowską. Atmosferę tych dwóch dni dobrze oddaje opis potyczki w Nieprześni, autorstwa naocznego świadka tych wydarzeń, Anny Gurbiel. Oddział żołnierzy austriackich wpadł w zasadzkę na wzgórzu Turkawka, gdzie obecnie znajduje się cmentarz wojenny nr 338. Jak pisze autorka:

wojska rosyjskie spostrzegły oddział austriacki i porozumiewając się na migi uderzyli na wojska austriackie. Rozpoczęła się ogromna bitwa na bagnety. Łomot bagnetów, krzyk, jęk nie do opisania. (...)Litości nie zaznał żaden z walczących żołnierzy, żaden nie uszedł żywy. Rosjanie doszczętnie wszystkich wybili zostawiając trup na trupie.

Sukces Rosjan był przejściowy. W nocy potwornie zmęczony oddział musiał uciekać przed nadchodzącymi Austriakami. Nazajutrz nad pobojowiskiem krążyły z przeraźliwym krzykiem kruki i wrony, a miejscowi chłopi odzierali z butów i odzienia poległych żołnierzy. Tak wyglądała wojenna rzeczywistość w wielu wsiach powiatu bocheńskiego. Po niezwykle zaciętych walkach Austriacy opanowali pozycje rosyjskie w okolicach Sobolowa (Buczyna, Grabina, Stradomka, Wieniec, Chrostowa, Kamyk, Zonia, Wola Nieszkowska, Nieprześnia) biorąc do niewoli 1500 jeńców i zabijając wszystkich, którzy się nie poddawali. O skali tych działań niech świadczy fakt, że w tym rejonie po zakończeniu walk dokonano ponad 50 prowizorycznych zbiorowych pochówków.

Nie oznaczało to jednak końca walk w tych okolicach. W rękach Rosjan pozostawało umocnione, bezleśne wzgórze w Gierczycach-Czyżyczce. Przez żołnierzy austro-węgierskich nazywane było Łysą Kopą, współcześnie często nazywane jest Patrią. Każdy kto kiedykolwiek miał okazję tam się znaleźć, wie, że rozciąga się stamtąd wspaniały widok na dolinę Raby i Stradomki. Ten kto panował na Czyżyczce, kontrolował również okoliczne doliny i strategiczną linię kolejową Kraków - Tarnów. Krwawy szturm Austriaków na Patrię 10 grudnia nie przyniósł oczekiwanych efektów. Mimo straszliwych strat Rosjanie obronili wzgórze, a ich kontratak odepchnął wojska austriackie za Stradomkę i Polankę. Wyczerpani Rosjanie nie byli jednak w stanie iść dalej, a 12 grudnia rozpoczęli stopniowy odwrót na wschód, w stronę Dunajca. Niezwykle okrutna i krwawa bitwa limanowsko - łapanowska dobiegła końca, choć walki o linię Raby trwała jeszcze do 15 grudnia i toczyły się m.in. w parafii chełmskiej, o czym wspomina ówczesny proboszcz ks. Adolf Albin. Z jego zapisek wiadomo, że Moskale zajęli plebanię i pobliskie wzgórze Grodzisko, gdzie się okopali.

Wojenne epizody w Bochni

Bochnia początkowo leżała poza główną linią frontu. 3 grudnia Rosjanie zajęli bocheńską żupę i uruchomili wydobycie soli na własne potrzeby. Dzień później austriacki aeroplan wyrzucił na miasto ulotki. 5 grudnia Austriacy zrzucili z aeroplanu bombę na ul Kazimierza Wielkiego, zabijając dwóch żołnierzy rosyjskich i kilku ciężko raniąc. Następnego dnia doszło do ponownego bombardowania lotniczego pozycji rosyjskich, tym razem w rejonie gimnazjum. Pojedyncze oddziały austriackie podchodziły coraz bliżej miasta, o czym świadczy potyczka w rejonie plant w nocy 11/12 grudnia 1914 r. Rosjanie powoli zaczynali się wycofywać, ale początkowo planowali obronę miasta, wytaczając armaty na okoliczne wzgórza: Campię, Murowiankę, Uzbornię. Wieści o sukcesach Austriaków na południu zmusiły ich jednak do szybkiego odwrotu z miasta 14 grudnia. Dzień później Bochnia była wolna od okupacji Moskali.

Straty wojenne

Spalone domy w Leszczynie. Fot. Archiwum Wojenne w Wiedniu, przełom 1914/1915 r.Działania zbrojne prowadzone w listopadzie i grudniu przyniosły nie tylko ogromne straty ludzkie wśród żołnierzy, ale także pojedyncze ofiary wśród ludności cywilnej. Walki w Beskidach i na Pogórzu Wiśnickim przyniosły też wielkie straty materialne. Wieś Leszczyna była niemal cała spalona, wiele domów spłonęło również w Rajbrocie. Ludność wiejska kryła się po lasach, kopiąc ziemianki dla siebie inwentarza. Chłopi chowali w nich także resztki jedzenia, o czym świadczy nieco może humorystyczna historia z Żegociny, o której wspominano jeszcze wiele lat po wojnie. Otóż w czasie walk jeden ze szrapneli (granatów) austriackich trafił w ukryty przed Rosjanami połeć słoniny, co wzbudziło wśród nich wesołość, a nawet naśmiewano się, że Austriacy strzelają słoniną.
Wkraczające do wsi wojska rabowały konie, krowy i żywność dla obu armii. Pola były zniszczone pociskami i liniami okopów - nic więc dziwnego, że jeszcze przez cały rok 1915 na wsiach panował głód i choroby. Wskutek działań wojennych spalono większość mostów (m.in. most kolejowy na Rabie), a drogi i linie kolejowe wymagały gruntownych napraw. We wsiach nadrabskich uszkodzone były wały przeciwpowodziowe, zerwane linie telegraficzne i telefoniczne. Prawie wszędzie zamykano szkoły a budynki zamieniano na kwatery i szpitale dla rannych żołnierzy. Najważniejsze jednak, że linia frontu przesunęła się daleko na wschód, a mieszkańcy okolic Bochni mogli głęboko odetchnąć i wrócić do smutnej rzeczywistości.

Bibliografia:

  • K. Garduła, L. Ogórek, Śladami I wojny światowej między Rabą a Dunajcem, Kraków 1988
  • J. Paprota, Operacja łapanowsko-limanowska w regionie bocheńskim, Kronika Bocheńska, nr:12, grudzień 2004
  • J. W. Urbankowa, Moskale w Bochni (wspomnienia) cz. 1 i 2, Wiadomości Bocheńskie, nr 4 R. 2009, nr 1 R. 2010
  • S. Kobiela, Operacja łapanowsko-limanowska 2-12. XII 1914, Wiadomości Bocheńskie, nr 1 R 2010
  • T. Olszewki, I wojna światowa w Żegocinie i okolicy - krwawy grudzień 1914 r., http://zegocina.pl/historia/opracowania/1wojna/1wojna.htm (dostęp: 07.07.2017)