piątek, październik 18, 2019
0
0
0
s2sdefault

Spis treści

                                                   

Zagadkowa armata i 150 wozów łupów

Zajęcie zamków wokół Krakowa (oprócz Wiśnicza Szwedzi zajęli m.in. Tęczyn, Ojców, Lanckoronę) i rozbicie wojsk polskich pod Wojniczem umożliwiło królowi szwedzkiemu skupienie swoich sił na oblężeniu Krakowa bronionego przez Stefana Czarnieckiego. Ostatecznie Kraków poddał się Szwedom 19 października.  Do zdobycia miasta Szwedzi potrzebowali armat, dlatego Karol nakazał zabrać z zamku w Wiśniczu i przetransportować pod Kraków ciężkie działa. Za zorganizowanie transportu odpowiedzialny był Aleksander Jelbing. Być może w czasie tego transportu ugrzęzła w bagnie pod zamkiem kolubryna z czasów Stanisława Lubomirskiego, którą przypadkowo odkopano w kwietniu 2006 r. na boisku piłkarskim, a którą można obecnie oglądać w Muzeum Ziemi Wiśnickiej. Nie można też wykluczyć, że została celowo zakopana.

Łupem Szwedów padły nie tylko działa. Mimo obietnic Karola Gustawa, że zamek Lubomirskich nie poniesie szkody, został on jednak splądrowany i uszkodzony. Powszechnie znaną informację o wywiezieniu przez Szwedów 150 wozów różnego rodzaju łupów, należy łączyć z działalnością gubernatora Krakowa Paula Wirtza, starszego brata komendanta zamku w Wiśniczu – Bengta Wirtza. Paul Wirtz znany był jako człowiek, który szczególnie przykładał się do grabieży i ściągania kontrybucji. Oskarżano go nawet o grabież grobów królewskich na Wawelu. Jak zanotował w swoich wspomnieniach Hieronim Chrystian Holsten, niemiecki rajtar w służbie szwedzkiej, Wirtz w asyście 300 rajtarów osobiście pofatygował się do Wiśnicza, aby dopilnować wywozu wiśnickich „skarbów”. A co znalazło się na 150 wozach, które zimą lub wczesną wiosną 1656 r. wyjechały z Wiśnicza? Oprócz drogich sprzętów jak szkatuły, zwierciadła, zegary, złote i srebrne naczynia, kielichy, czary, rzędy końskie, klejnoty, Wirtz zabrał część drogocennych obrazów, pędzla tak znakomitych artystów jak Rafael, Tycjan, Veronese, Ribera czy Bassano. Inwentarz zamku z 1661 r. informuje nas jednak, że i tak nie były to wszystkie drogocenne sprzęty i dzieła zamkowe, skoro wciąż znajdowała się tam pokaźna kolekcja min. in. obrazów.

Jak już wspomnieliśmy, ofiarą najazdu Szwedów padł również wiśnicki klasztor karmelitów. Po zajęciu klasztoru przez Szwedów, w celach zakonnych zamieszkali oficerowie, w oficynach zaś żołnierze. W korytarzach urządzono zaś stajnie dla koni, a refektarz był jadalnią i miejscem zabaw. Pozostałych w klasztorze zakonników zamknięto w chórze zakonnym. Prawdopodobnie w pierwszych miesiącach okupacji Szwedzi nie złupili bogatego wystroju wyposażenia kościoła i skarbca klasztornego, gdyż te zostały zamknięte z rozkazu pierwszego komendanta Wiśnicza Benedykta Viercisa. Opuszczając klasztor we wrześniu 1656 r. spalili jego dach.

Okupacja szwedzka w Bochni i okolicy

Zainteresowanie Karola X Gustawa Bochnią, wynikało przede wszystkim z faktu istnienia tu żupy solnej, która mogła przynieść mu szybko dochody, potrzebne na opłacenie zarówno szwedzkich jak i polskich wojsk, które przeszły na jego służbę. Co prawda w połowie XVII w. kopalnia i warzelnia bocheńska okres świetności miały już dawno za  sobą i nie mogły się równać z wydobyciem soli w sąsiedniej Wieliczce, ale i tak żupa bocheńska, mogła dostarczyć 25 % ogólnej produkcji soli w żupach krakowskich.

Po wkroczeniu najeźdźców pod koniec września 1655 r. w mieście zapanował chaos. Zamknięto księgi miejskie, a władze miasta przestały funkcjonować. Szwedzi rozpoczęli w żupie i mieście gospodarkę rabunkową, nastawioną wyłącznie na osiągnięcie dużego zysku w krótkim czasie.  Przede wszystkim zabrali z magazynów w nadszybiach i  warzelni wszystkie zapasy zgromadzonej soli. Była to głównie sól drobna, beczkowa, którą łatwo można było transportować i sprzedać. Od początku sól ta poszła na wynagrodzenia dla oficerów szwedzkich, ale także – co jest szczególnie przykre – na wypłatę żołdu dla chorągwi polskich, które przeszły na stronę szwedzką. Pisze o tym w swoim pamiętniku Mikołaj Jemiołowski, który wspomina, że w Krakowie i Korczynie król szwedzki hojnie obdarował Polaków „to srebrem, to złotem, to włościami rozmaitymi, drugich solą z Bochni i Wieliczki”.  

Być może przed kompletną dewastacją kopalni i szybów wydobywczych ze strony Szwedów uratował bocheńską żupę bachmistrz Walerian Żmijewski. Jak stwierdzili w 1659 r. komisarze komisji żupnej „szkody w górach wszelkiej podczas nieprzyjaciela przestrzegał”. Jego zasługi zostały docenione, o czym świadczy fakt, że przyznano mu należne za czas okupacji szwedzkiej pobory i deputaty solne.              

Najbardziej reprezentacyjny budynek w mieście, jakim był zamek żupny, nie został co prawda zburzony w czasie potopu, ale też mocno ucierpiał. Komisja żup krakowskich stwierdziła, że stary zamek był po Szwedach zdewastowany i „bez dachu wszystek prawie powalony i porysowany”. 

Ale nie tylko bocheńska żupa ponosiła koszty najazdu szwedzkiego. Żołnierze aby się ogrzać w chłodne noce rozbierali drewutnie miejskie i żupne, które palili na ogniskach w różnych punktach miasta. Doprowadziło to w końcu do pożaru, który miał strawić przeszło 50 bocheńskich domów. W wyniku tego pożaru spłonął niemal nowy dach kościoła parafialnego. Wbrew jednak obiegowym opiniom to nie Szwedzi zniszczyli bocheńska farę. Gotyckie, żebrowane sklepienia zawaliły się w wielkim pożarze kościoła i miasta już  w roku 1561.  Zastąpiono je prowizorycznym drewnianym stropem, który przetrwał do kolejnego pożaru świątyni w roku 1650. Po tym pożarze drewniany sufit zastąpiono sklepieniem beczkowym, posadowionym jednak znacznie niżej niż sklepienie gotyckie. Do kompletnej natomiast dewastacji kościoła doprowadził najazd Siedmiogrodzian i Kozaków w roku 1657, o czym będzie jeszcze mowa.

W Bochni mnożyły się także kontrybucje i grabieże mieszczan. Nieliczne wzmianki na ten temat znajdujemy w księgach miejskich wznowionych po okupacji szwedzkiej. I tak mieszczka Wojnarowska w swoim testamencie stwierdziła, że

nie ma ani srebra, ani pieniędzy, bo wszystko zabrali i porabowali Szwedzi z Kozakami.

Rozpaczliwe działania mieszczan ratujących swój dobytek potwierdza testament Wacława Kornikiewicza, który zakopał swoje oszczędności „na pierwsze bycie Szwedów pod Bochnią, głęboko na chłopa”. Wymowny jest też fragment wspomnień Hieronima Holstena, który po dostaniu się do niewoli polskiej pod Krakowem został uwięziony w Wiśniczu. Po drodze do Wiśnicza, jak pisze: - „stare niewiasty, które straciły futra przez Szwedów, pluły nam w oczy i obrzucały nas kamieniami”. Wszystko wskazuje na to, że to właśnie mieszczki bocheńskie tak się odpłacały za krzywdy, które im wyrządzili najeźdźcy.

Do położonych między Krakowem a Bochnią Niepołomic, oddział Szwedów wkroczył 28 września 1655 r. I tu przez kilka dni trwały grabieże i rabunki, o czym informują zachowane z tego okresu księgi parafialne. Mieszkańcy Niepołomic, w tym kapłani i służba kościelna, rozproszyli się po lasach i bagnach. Wielu jednak, zwłaszcza dzieci,  którzy schronili się w Puszczy Niepołomickiej, zmarło tam z głodu i wyczerpania. Ich obawy przed Szwedami nie były bezpodstawne. W pierwszym dniu najazdu zabito sędziwego szewca Baltazara, a wojskowi maruderzy uśmiercili Wojciecha Rydlika z Kłaja.

Jedynym miasteczkiem, które miało stawić opór wkraczającym Szwedom miała być rzekomo Lipnica Murowana. Mieszczanie lipniccy, wierni swemu królowi, mieli bronić miasta przez kilka godzin (!) Rozwścieczeni oporem Szwedzi mieli miasto splądrować i spalić (m.in. kościół parafialny św. Andrzeja) , a nawet zburzyć jego mury obronne. Zdaje się jednak, że mamy tu do czynienia z miejscową tradycją i niepewnymi przekazami ustnymi umacniającymi lokalny patriotyzm, niż z rzeczywistymi realiami historycznymi.