Było już o piwie w Bochni, to teraz czas na wino :-) Przed wiekami trunek ten dostępny był dla zamożnych obywateli miasta; a że w Bochni takich nie brakowało, więc wina, zwłaszcza węgierskie, dość często gościły na bocheńskich stołach i w miejskich gospodach. Piła go nie tylko szlachta, ale i bocheńscy patrycjusze, którzy z czasem na handlu tym trunkiem budowali swoje fortuny.

1555 r. Palenie czarownic w Regenstein. Obrazek z druku ulotnego z połowy XVI wieku wydany w Norymberdze

Procesy o czary to jedna z najciekawszych, ale i jednocześnie najciemniejszych kart naszej historii. Kobiety posądzone o czary i współpracę z diabłem sądy miejskie skazywały na śmierć - najczęściej przez spalenie żywcem na stosie. Nie inaczej było w Bochni i okolicznych miasteczkach w XVII -XVIII wieku. Ocenia się, że w samej tylko Bochni, spośród około 30 niewiast oskarżonych o czary i torturowanych, ponad połowę spalono na rynku. Z kolei w Wiśniczu wyroki śmierci na czarownicach wykonywano na granicy miasta z Królówką.

Władysław Skoczylas, Pochód zbójników. Dzrzeworyt kolorowany 1919-1920

Wiśnicz znany był w historii Polski nie tylko jako siedziba magnackich rodów, ale także z faktu istnienia tu ciężkiego więzienia. Powstało ono w budynkach zlikwidowanego w 1783 r. klasztoru karmelitów bosych. Już jednak znacznie wcześniej, bo na początku XVII w., w wiśnickim zamku mieściły się lochy więzienne, w którym przetrzymywano przestępców oczekujących na rozprawę sądową. Szczególnie ciekawą kategorię wśród więzionych złoczyńców stanowili karpaccy zbójnicy.

Sprawy o cudzołóstwo zawsze były i są smakowitym kąskiem dla opinii publicznej. Romans wysokiego urzędnika z cudzą żoną dziś może pokrzyżować komuś karierę lub zakończyć się rozpadem małżeństwa. Okazuje się, że w średniowieczu konsekwencję takich czynów były znacznie gorsze, o czym świadczy sprawa landwójta Lipnicy Murowanej z 1418 r.

Czy gotowanie może być sztuką, a kucharz artystą? Oczywiście, że tak – udowodnił to Stanisław Czerniecki, kuchmistrz na dworze Lubomirskich w Wiśniczu, który swoje przepisy wydał w 1682 r. pod tytułem Compendium ferculorum czyli zebranie potraw. Jego dzieło, uznawane za pierwszą książkę kucharską, przez blisko 150 lat cieszyło się ogromną popularnością i było wielokrotnie wznawiane. Nic w tym zresztą dziwnego, bo ta książka podaje nie tylko zwykłe przepisy jak coś ugotować czy upiec. To książka o tym, jak pobudzać smak i wyobraźnię, jak zaskakiwać biesiadników, czarować ich wyglądem i sposobem wydania potraw.

kuna przy wejściu bocznym do kościoła mariackiego w Krakowie. Źródło: Wikipedia

Lubicie czasem totalnie skrytykować burmistrza i radnych miejskich? Zdarza wam się obgadywać i rzucać oszczerstwa na księdza proboszcza i duchownych? No to macie szczęście, że żyjecie w dzisiejszych czasach, bo w staropolskiej Bochni zakuli by was w kunę i wystawili przed kościołem na widok publiczny, ku uciesze gawiedzi i szacownych obywateli miasta...

Kobiety uprawiające nierząd zawsze budziły i budzą wiele emocji i krytycznych uwag. W czasach staropolskich władze miejskie tolerowały jednak prostytucję, starając się jedynie od czasu do czasu ograniczyć jej rozmiary. Nie inaczej było w Bochni i okolicznych miastach. Wiadomo, że w Bochni dom publiczny ("domus versus lupanar") istniał już w 1492 r. i jest bardzo prawdopodobne, że tak jak w innych miastach działał za cichym przyzwoleniem władz miejskich, które czerpały z jego działalności jakieś dochody. Z jego usług korzystali zapewne przyjeżdżający po sól do miasta kupcy i woźnice.