sobota, wrzesień 21, 2019
0
0
0
s2sdefault

Było już o piwie w Bochni, to teraz czas na wino :-) Przed wiekami trunek ten dostępny był dla zamożnych obywateli miasta; a że w Bochni takich nie brakowało, więc wina, zwłaszcza węgierskie, dość często gościły na bocheńskich stołach i w miejskich gospodach. Piła go nie tylko szlachta, ale i bocheńscy patrycjusze, którzy z czasem na handlu tym trunkiem budowali swoje fortuny.

mapa Moszczenicy z nazwą terenową WinnicaWino pojawiło się na ziemiach polskich wraz z rozpowszechnieniem chrześcijaństwa. Używane było do mszy, stąd też pierwsze winnice zakładano na terenach należących do klasztorów. Uprawę winnej latorośli prowadzono w okolicach Krakowa już w XII wieku, a za najlepszych specjalistów w produkcji wina uchodzili benedyktyni z Tyńca.  Być może śladem wytwarzania wina w okolicach Bochni jest nazwa wsi Moszczenica (od słowa moszcz – świeżo wyciskany sok do produkcji wina?) i znajdujące się nad wsią wzgórze o charakterystycznej nazwie: Winnica. W dodatku właścicielami Moszczenicy we wczesnym średniowieczu byli znający się na uprawie zakonnicy bożogrobcy z Miechowa, którzy od 1198 r. władali sąsiednim Chełmem.

wytwarzanie winaNiekorzystne warunki klimatyczne (mroźne zimy) oraz ożywienie handlu zagranicznego w późnym średniowieczu, sprawiły, że coraz rzadziej zakładano własne winnice. Po co bowiem miano pić cierpkie i kwaśne wino rodzime, skoro można było sprowadzać tysiące beczek tego trunku z pobliskich Węgier. Od wieku XVI wino stanie się ulubionym i powszechnym trunkiem szlachty, ale i bogaci mieszczanie chętnie go będą pić manifestując swoje znaczenie w społeczności miejskiej.

W staropolskiej Bochni zdecydowana większość wina pochodziła z zagranicy, głównie z Węgier. Wina węgierskie, zwane popularnie „węgrzynami”, sprowadzano do Bochni już w XIV wieku. Król Władysław Jagiełło rozstrzygając spór między wójtem a rajcami bocheńskimi, przyznał tym drugim m.in. dochody z przywozu do miasta piwa, miodu i wina. O wielkości importu wina świadczy też postanowienie króla Zygmunta I z 1525 r., który przeznaczył 1 złp od każdego przywożonego do miasta półkufka (beczki) wina węgierskiego na utrzymanie i konserwację dróg.

Każdy mieszczanin, który przywoził wino i przechowywał je w swoich piwnicach, miał obowiązek pokazać je lonerom (urzędnikom skarbowym miasta), podać jego liczbę i pochodzenie. Na beczkach wina wypisywano rok, miesiąc i dzień kontroli miejskiej. To tzw. „ustawianie” wina przynosiło spore dochody radzie miejskiej, która dokonywała częstych rewizji piwnic, aby sprawdzić, czy nie ma tam przemyconych beczek tego trunku. Dla tych, którzy nie chcieli poddać się rewizji, ordynacja porządkowa przewidywała karę 28 grzywien. Mimo to, nawet najzacniejsi obywatele miasta starali się obejść przepisy miejskie. Przeprowadzona w sierpniu 1636 r. kontrola piwnic i winiarni bocheńskich wykazała: 4 beczki wina u bednarza Szymona Stodoły, 24 beczki u Ludwika Miterskiego, a Agnieszki malarki 5 beczek jej własnych i 25 pisarza żupnego, oraz aż 29 beczek u Gabriela Iraszewskiego.

Wieniec oznaczał gospodę z winemBogaci mieszczanie i przybywająca do miasta szlachta, zabawiali się zazwyczaj w winiarniach. Były one na ogół dość wygodne i dobrze zaopatrzone; mieściły się często w piwnicach kamienic Większość bocheńskich karczmarzy i szynkarzy zaopatrywała się w wina węgierskie, nabywając je od kupców specjalizujących się w sprowadzanie tego trunku głównie z miast spiskich oraz polskich miast nadgranicznych (Dukla, Grybów). Taką działalność prowadzili: Feliks Leśny (1574), Hieronim Rotulczyk (1574), Kranczy, Szulc, Kiełbikowa i Jakub Pomiotło (1580-1584), Jakub Twaróg z Lubowli (1604), Jan Plemień (1671) czy niejaki Zacharyj, który w 1784 r. miał przy rynku skład win i piwnice o łącznej wartości 2500 złp.

Na szczególną uwagę zasługuje Maciej Iraszewski, który w I połowie XVII wieku zrobił w Bochni zawrotną karierę i zgromadził cenny majątek – w głównej mierze dzięki działalności handlowej i sprzedaży wina.  Szynkował on wino w jednej ze swoich kamienic przy rynku, a przez jakiś czas dzierżył karczmę w Ryczywole. Prawdopodobnie wyszynk wina prowadził także w domu zwanym „Prochnickim”, gdzie była wcześniej gospoda. Duże ilości wina, jakie sprowadzał do Bochni, starczały mu nie tylko na własne potrzeby, ale i do sprzedaży okolicznej szlachcie, miejskim patrycjuszom i miejscowym karczmarzom. W pogoni za maksymalnym zyskiem, nie wzdragał się Iraszewski szynkować wino „nieustawione”, a nawet zaczął je sprzedawać w warzelni soli, o co go skarżył przed urzędem radzieckim instygator (oskarżyciel) bocheński.

Nadmierne spożycie wina prowadziło oczywiście do zwad i bijatyk, które nieraz kończył się śmiercią uczestników spotkania. Wspomniany wcześniej Gabriel Iraszewski poczęstunek winem w swoim domu przepłacił śmiercią z rąk pijanego gościa - Walentego Czworowskiego. Z kolei jeden z burmistrzów bocheńskich, Bartłomiej Blaskowicz, pod koniec XVI wieku, razem z miejscowymi żakami po pijaku zdemolował potajemny szynk żydowski, kiedy jego właściciel Marek Sara odmówił mu wina, tłumacząc, że jeszcze za wcześniej wypite nie uregulował rachunku…

Dość wysokie ceny wina (w 1737 r. beczka 50-litrowa tego trunku kosztowała 180 złp.) sprawiały, że wielu handlarzy i karczmarzy próbowało je fałszować, rozcieńczając wodą. W 1577 r. Hieronim Sulcz oskarżył o taki proceder Macieja Sumaradzkiego, u którego zakupił wino na wesele.

Właśnie mieszczańskie wesela były okazją do hucznej zabawy i skosztowania trunków bardziej wystawnych niż zwykłe piwo. Nawet niezamożny mieszczanin starał się, aby owa uroczystość wypadła jak najbardziej okazale. Zapraszano, więc na wesele nie tylko rodzinę i znajomych, ale także dostojnych obywateli miasta – rajców i burmistrza. Na mocy odwiecznego zwyczaju, taki gość mógł na koszt kasy miejskiej zafundować gospodarzom kilka garncy wina. Dopiero w 1625 r. wójt Stanisław Witowski ograniczył ten przywilej zarządzając, że odtąd wino można fundować tylko na wesele rajcy.

We dworach szlacheckich i magnackich spożywano duże ilości wina w czasie uczt i spotkań towarzyskich, a także przy okazji styp pogrzebowych. Przykładowo jak podaje Stanisław Czerniecki, nadworny kucharz Stanisława Lubomirskiego z Wiśnicza, po śmierci jego pana zaproszeni na pogrzeb goście wypili 200 beczek wina węgierskiego i 8 lad wina włoskiego.

wino bocheńskieNa początku XX wieku, a więc jeszcze w czasach austriackich, skład win węgierskich, w tym także słynnego Tokaju, win austriackich i dalmatyńskich prowadziła na linii A-B firma Süsskind Feniger. Znaczną część swojego towaru przechowywała w wydzierżawionych piwnicach Starostwa (obecnie budynek Muzeum). Wino można było nabyć w renomowanych restauracjach Waleriana Nowaka czy Bronisława Seiferta.

W czasach PRL-u nastąpiła degradacja prawdziwego wina. W Bochni, tak jak w wielu innych miejscowościach zaczęto produkować niskiej jakości tanie wina owocowe, słynne „jabole”, które nie sposób porównywać z szlachetnymi winami sprzed lat.

Dziś kupno dobrego wina zagranicznego nie stanowi już problemu, ale też trzeba z uznaniem zauważyć, że przybywa entuzjastów rodzimej produkcji tego trunku. W ostatnich latach w okolicach Bochni założono w winnice w Łazach „Nad Dworski Potokiem” (Rolniczy Zakład Doświadczalny Uniwersytetu Jagiellońskiego) oraz mniejszą w Chronowie.

Ważniejsze źródła:

  • J. Paprota, Karczmy bocheńskie. Z dziejów gospodarki i obyczajowości miasta w okresie staropolskim, Rocznik Bocheński, T. III, 1995, s. 146-147
  • F. Kiryk, Handel [w:] Bochnia. Dzieje miasta i regionu, Kraków 1980, s. 117
  • Dwór, wspaniałość, powaga i rządy Stanisława hrabi na Wiśniczu i Jarosławie Lubomirskiego, wyd. W. Walecki, Kraków 1997
  • J. Flasza, Rynek bocheński, Bochnia 1989

Podobne artykuły