sobota, wrzesień 21, 2019
0
0
0
s2sdefault

Żołnierz Września' 39, organizator struktur konspiracyjnych ZWZ i AK, dowódca III batalionu "Motyl". Jego dość przypadkowa śmierć była skutkiem fatalnej akcji innego oddziału partyzanckiego z okolic Bochni. Urodził się 3 VI 1912 r. w Chodenicach jako syn Jana i Katarzyny z Pałkowskich. Rodzina Kaczmarczyków znana była z tradycji patriotycznych i wojskowych. Jego ojciec zginął podczas działań wojennych I wojny światowej. Młody Jan chodził najpierw do szkoły powszechnej, a później gimnazjum w Bochni, gdzie w 1932 r. złożył maturę.

Po maturze, za namową swego stryja pułkownika, wstąpił do Szkoły Podchorążych Rezerwy Piechoty w Zambrowie, a następnie został przydzielony do 45 pp w Równem na Wołyniu, gdzie pełnił służbę dowódcy plutonu konnych zwiadowców. W tej formacji w stopniu porucznika walczył we wrześniu 1939 r. na Pomorzu. Po rozbiciu oddziału szczęśliwie uniknął niewoli niemieckiej (zbiegł z transportu jeńców) i wrócił do Chodenic, gdzie podjął pracę w rodzinnym gospodarstwie. Ożenił się z poznaną w Równem Pauliną z Polaków, z którą miał później córkę Janinę (zamężna Smith).

Szybko nawiązał kontakt z tworzącym się podziemiem, wchodząc w szeregi Związku Walki Zbrojnej, a następnie Armii Krajowej. Pod koniec 1943 r. mianowany został dowódcą III batalionu "Motyl" i przyjął okupacyjny pseudonim "Baca". Wśród podwładnych darzony był wielkim szacunkiem i dla wielu był niepodważalnym autorytetem.

Zginął 5 VIII 1944 r. w Chodenicach, gdzie został przypadkowo ujęty przez Niemców walczących przy przeprawie przez Rabę z oddziałem AK Antoniego Świerkota "Rysia". To właśnie partyzanci z tego oddziału próbowali przeprawić się łódką z Damienic do Chodenic. W sąsiedztwie promu (dzisiaj mostu wiszącego w Damienicach) kąpali się żołnierze z ukraińskiego batalionu SS, pospolicie nazywani przez Polaków "Kałmukami". Nieostrożność jednego z partyzantów lub brawura polskiego dowódcy, sprawiły, że wywiązała się strzelanina, a żołnierze "Rysia" zaczęli uciekać w stronę Chodenic i Łapczycy. To właśnie w czasie tego pościgu schwytano Jan Kaczmarczyka, który pracował na pobliskim polu. Miał na sobie buty, koszulę i czapkę podobną do tych, które mieli uciekający partyzanci. Rozwścieczeni hitlerowcy wzięli go za jednego z uciekających partyzantów, bili go, a następnie i zabili strzałem w głowę.  Miejsce to upamiętnia granitowy obelisk, odsłonięty 8 listopada 1959. Ciało majora Niemcy początkowo przewieźli do Damienic, a na trzeci dzień po tragicznej śmierci, w asyście żołnierzy AK, pochowano go w XX kwaterze Cmentarza Komunalnego przy ulicy Orackiej.  Odznaczony był Orderem Virtuti Militari i Złotym Krzyżem Zasługi.  Jego imię nosi też jedna z ulic w Bochni.

Co roku, w rocznicę tragicznej śmierci, odbywa się Memoriał Majora Bacy, w trakcie którego uroczystościom patriotycznym, towarzyszą imprezy sportowe i rekreacyjne.